wtorek, 7 maja 2013

Poród domowy vs. szpitalny

Pierwszy poród to zawsze wielka niewiadoma. Nie ma się pojęcia jak i co, czym są skurcze porodowe i jak to wszystko tak naprawdę wygląda. Kiedy rodziłam Pannę Lulu miałam potrzebę bezpieczeństwa, takiego jakie daje szpital - kupa personelu i sprzętu - jakby co nie daj boże... choć i tak wybrałam szpital najgorzej wyposażony z dostępnych. W sumie wyszło na to, że dobrze mi się rodziło dopóki nikt na mnie nie zwracał uwagi (była noc, położne trzeba było długo namawaić, żeby mnie zbadały). Opieka nad noworodkiem była zupełnie nieciekawa - pielęgniarki były najmądrzejsze i wykrzykiwały zakazy i nakazy.
Po wyjściu ze szpitala z maleńką panienką odgrażałam się, że drugie będę rodzić w domu. W kręgach ekorodziców jest to coraz modniejsze, wszyscy zachwalają, "normalni" z kolei patrzą na nich jak na szaleńców. Stanęłam właśnie przed koniecznością wyboru - gdzie chcę rodzić. Czy ma to być dom, prywatna klinika z podpisaną umową z NFZ (czyli za darmo), a może państwowy szpital. Postanowiłam wypisać sobie różne za i przeciw, może mi się trochę rozjaśni.
Poród domowy - plusy:
- wszystko będzie odbywać sie w znanym i przyjaznym otoczeniu, w czasie porodu będą mi towarzyszyły osoby, które sama wybrałam, czyli Maciek i wykwalifikowana położna doświadczona w odbieraniu porodów domowych,
- nie będę musiała się dostosowywać do szpitalnych norm, leżeć godzinami podłączona pod KTG, dopominać sie o badania, wszyscy będą zajmować się mną, pomagać, liczyć sie z moim zdaniem
- flora mikrobiologiczna jest oswojona i własna, o żadnych zakażeniach szpitalnych nie może być mowy
- poród może odbyć się w wybranej pozycji
- nikt mi się nie będzie wtrącać do opieki nad nowonarodzonym dzieckiem
- będę cały czas w domu dzięki czemu Panna Lulu nie będzie miała problemu, że mamusia gdzieś zniknęła
- będę mogła jeść po swojemu, nikt nie będzie mnie zmuszał do konsumowania szarej brei
Poród domowy - minusy:
- żeby położna zgodziła się odebrać poród domowy wszystko musi być w porządku - żadnych patologii, wszystko w normie (tu mam nadzieję nie będzie problemu)
- jeżeli coś pójdzie nie tak trzeba dzwonić na pogotowie - można stracić cenne minuty, choć położne są podobno wyczulone na wszelkie negatywne sygnały
 - w naszym przypadku problemem może być maleńkość naszego jednoizbowego domku - nie będzie miejsca, żeby się odizolować, jeśli najdzie mnie taka potrzeba
- obawiam się o Pannę Lulu, jeżeli poród zacznie się w nocy będzie trzeba ją budzić, gdzieś odwozić, bo przecież może się obudzić w najmniej odpowiednim momencie i mieć traumę do końca życia (w przypadku porodu szpitalnego jest szansa, że ktoś przyjedzie do nas i jej przypilnuje)
- boję sie, że po porodzie będę chciała za dużo rzeczy robić - sprzątać, gotować, bawić się z Panną Lulu a przecież to ogromny wysiłek i trzeba po tym odpocząć 
- niestety poród domowy kosztuje i to nie mało, kiedyś coś się tam mówiło o refundacji, ale papierki utknęły w jakiejś komisji, jak to zwykle bywa
- zastanawiam się, czy to nie jest trochę uleganie modzie
Poród szpitalny - prywatna klinika - plusy:
- klinika ma bardzo dobre oceny internautek, pokoje są jedno albo dwuosobowe, sale do rodzenia nowocześnie wyposażone, położne mają bardzo dobre opinie, wszystko nowe lśniące i pachnące
- nie trzeba płacić - poród jest refundowany przez NFZ (ewentulnie za znieczulenie, ale myślę, że nie będzie potrzebne, Pannę Lulu rodziłam bez)
- łóżka są szerokie - to dla mnie ważne, bo w przypadku Panny Lulu miałam do siebie pretensje, że tuż po porodzie byłyśmy od siebie zbyt daleko, bałam się z nią spać, bo łóżka były wąskie i wysokie
- jest podobno możliwość wyboru posiłków wegetariańskich
- do ginekologa-położnika chodzę właśnie tam, więc teren jest oswojony
- po porodzie robią maleństwu wszystkie badania, szczepienia itp. (zdaję sie, że położna robi tylko część z tych rzeczy)
Poród szpitalny - prywatna klinika - minusy:
- tak jak w przypadku położnej wszystko musi być w porządku - żadnych patologii, wszystko w normie
- opieka neonatologa jest podstawowa, gdyby coś poszło nie tak (odpukać) wiozą maleństwo do lepiej wyposażonego szpitala (i te cenne minuty) - ale ja jestem przecież optymistką, cesarkę jakby co zrobią bez problemu
- ktoś znajomy twierdził, że mają tam niezły przerób, więc może aktualnie nie być miejsc, poza tym wypisują jak najszybciej się da (a to jest dla mnie akurat plus, nie zamierzam tam siedzieć niewiadomo jak długo)
- będę kilka dni bez Panny Lulu - nie potrafię sobie tego wyobrazić (chyba czas już przeciąć tę pępowinę)
Poród szpitalny - szpital państwowy - plusy:
- opieka najlepszych specjalistów, zarówno dla matki, jak i dla dziecka
- specjalistyczny sprzęt
Poród szpitalny - szpital państwowy - minusy:
- szaro, buro i ponuro 
- personel wypalony zawodowo
- szara breja zamiast jedzenia
- 10 osób na sali poporodowej
- nijak nie da się wyspać
- itp, itd, a najgorsze jest to, że i tak tam wyląduję, jeżeli coś będzie nie tak (ale jestem przecież optymistką :)   

10 komentarzy:

  1. zdecydowanie w szpitalu!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. do porodu szpitalnego, jako doula dopiszę jeszcze na szybko: spowolnienie akcji porodowej (obce otoczenie), przez to zwiększone szanse na interwencję medyczną, zarazki, brak prywatności, personel jest raczej niewiadomą.
    klinika wydaje się być zrównoważonym wyborem, szpital - raczej średnio ciekawym. z jakiegokolwiek przybytku wypisywałabym się chwilę po porodzie, byle do domu - u nas wychodzi się w tej samej dobie i nie ma chyba lepszego rozwiązania, niż bycie szybko we własnym domu z maleństwem. w Pl zadziwiająco długo trzyma się kobiety w niewygodnych warunkach szpitalnych. wiele kobiet nawet tego chce, nie wierzą w siebie, bo mówi się im, ze bez szpitala i specjalistycznych badań nie dadzą sobie rady. a figę ;-)
    ale jeśli myslisz o porodzie domowym... ja byłabym za :) moda modą, ale tak rodziły się dzieci przez wieki, tak mogą rodzić się nadal. to najprzyjaźniejsze otoczenie dla kobiety, najbardziej komfortowe. i z ciążą musi byc absolutnie wszystko w porządku, jak pisałaś.

    GRATULACJE :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. interwencje szpitalne mnie przerażają zwłaszcza, że w większości przypadków są zupełnie niepotrzebne, nie wiem jakim cudem udało mi się urodzić Pannę Lulu bez takowych

      Usuń
    2. http://www.siostraania.pl/artykul/porod-w-domu---wywiad-z-polozna-ewa-janiuk,1

      Usuń
    3. To chyba właśnie ten brak przekonania o konieczności interwencji jest najgorszy. Ja interwencje miałam. Ufam, że jak najbardziej potrzebne :)

      Usuń
  3. Ja za kilka tygodni rodzę w Norwegii. Tu porody domowe są bardzo popularne i państwo nawet dopłaca matkom, które zdecydują się rodzić w domu, bo taki poród jest tańszy dla państwa. Wybrałabym tę opcję, ale niestety nie mamy w domy odpowiednich warunków(((
    Jeżeli kobieta rodzina w szpitalu to ma dwie opcje, jeżeli wszytko jest w porządku to rodzi w tak zwanym "hoteliku", który niczym nie przypomina szpital, tylko własnie pokój w hotelu, z wanną, mamy możliwość wyboru pozycji itd. Tata ma w tym pokoiki również łóżko. Po porodzie przeprowadza się kobietę na oddział poporodowy, który tez jest hotelem, każda kobieta ma swój pokój, można za niewielką opłatę zamówić pokój za dwojga i mieszkać z mężem. w koszt wchodzi wyżywienie męża. Tu kobieta przebywa 3 dni, albo może wyjść kiedy chcę, tylko codziennie przez 3 dni przyjedzać z dzieckiem na badania.
    Jeżeli poród ma jakiekolwiek komplikacje, to wtedy kobieta już przebywa w normalnym oddziale szpitalnym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. Rodząc w bardziej cywilizowanym kraju pewnie nie miałabym wątpliwości, ale pewne stereotypy we mnie siedzą i przez to robię sie tchórzliwa:)
    Poza tym denerwuje mnie ten brak refundacji w przypadku porodów domowych, pamiętam jak mówiono o tym dwa lata temu, kiedy byłam w ciąży z panienką i od tego czasu nic... utknęło w jakiejś komisji.
    Prawdopodobnie jednak zdecyduję się na prywatną klinikę (szpital państwowy jako dobrowolny wybór nie wchodzi w grę)... małymi kroczkami... trzecie będę rodzić już w domu:)

    OdpowiedzUsuń
  5. poniewaz przestalam pisac i czytac blogi, zajrzalam tu przez przypadek.ja mowie zdecydowanie szpital.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zawsze wszystko ma swoje plusy i minusy. Cizeko wywazyc ktore plusy sa bardziej dodatnie :) Moja zona miala skierowanie na cesarke ze wzgledu na wade wzroku. W sumie chcialismy ciecie - ostatnio slyszy sie non stop o wymuszaniu porodu naturalnego (nawet smiertelny przypadek w naszym Szpitalu).

    Cieakwy blog poza tym. Ja pisze o szkodliwych dodatkach w jedzeniu. Mam nadzieje ze cie to zainteresuje.

    OdpowiedzUsuń