wtorek, 14 października 2014

4x4

Ten mój Stach to już wszędzie wlezie, wszystko wyciągnie... nic się przed małymi łapkami nie uchroni. Nie mam gdzie chować rzeczy. Ostatnia fascynacja - radio i komputer. Do niedawna dawaliśmy mu do zabawy piloty, bo trudno zepsuć, ale wyciąga baterie... i wiadomo co z nimi robi... wsadza do paszczy.
A w paszczy zmiany - rosną zębiska - cztery czwórki naraz. W związku z tym od miesiąca mamy katar, który ostatnio przeszedł w kaszel (płuca czyste - lekarz osłuchał), ślinienie, marudzenie i ciągłe "chcę na ręce do mamy" (przekazane niewerbalnie, połączone z obsmarkaniem i obślinieniem maminych spodni - synu! nie mam tylu spodni, żeby codziennie dwa razy zmieniać!). Na szczęście trochę to już mija.
Matką jestem leniwą (jeżeli przy dwójce dzieci można w ogóle użyć tego słowa) i choć Pannę Lulu zaczęłam sadzać na nocnik w siódmym miesiącu życia, to Stacha zupełnie mi się sadzać nie chciało (czasochłonne i mało efektywne w kontekście późniejszych buntów nocnikowych). Za to Stach sam postanowił usiąść (no dobra, zdejmą ci te portki synu) i zrobił... Snułam wizje szybkiego odpieluchowania, ale niestety Stachowi się znudziło. Oczywiście ważny pierwszy krok i własna świadoma decyzja, ale widać też po matce leniwy:)  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz