poniedziałek, 7 listopada 2011

Być eko – oszczędzanie wody

Niełatwo jest być eko na co dzień. Zwłaszcza, gdy dorastało się w PRL-u gdzie nikomu do głowy nie przyszło oszczędzać wodę, prąd i gaz, a rzucanie papierków na trawnik było przejawem buntu przeciw władzy.  Skupiamy się na większych sprawach: pieluszkach wielorazowych, biodegradowalnych detergentach, czy segregacji śmieci, a zapominamy o drobiazgach. Postanowiłam zrobić listę tych drobnych zachowań, które są eko. Chcę również zrobić rachunek sumienia i przyznać się do drobnych eko – grzeszków. 
Zaczynam mini cykl postów o byciu ekorodzicem i nie tylko… byle eko:) Na pierwszy ogień idzie woda. Wodę marnujemy w sposób okropny i bezmyślny. Musimy pamiętać, że proces jej uzdatniania, a potem oczyszczania jest energochłonny i mocno nadwyręża środowisko naturalne.


- kąpiel – przy myciu oczywiście woda jest zakręcona, nie leci cały czas bez sensu, no i ma się rozumieć prysznic, nie wanna.
- zmywanie – zmywarka byłaby bardziej oszczędna, ale niestety nie mamy na nią miejsca, za to staram się najpierw naczynia zalać, potem umyć (woda w tym czasie jest wyłączona), a dopiero potem spłukać – najlepiej zimną wodą, żeby nie marnować prądu (bardzo praktyczne jeżeli chodzi o szkło – nie zostają kropki). 
- perlator – to takie urządzenie (specjalne sitko przy wylocie kranu) do napowietrzania wody, dzięki niemu zużywa się jej mniej, bo perlator miesza ją z powietrzem.
- cieknące krany – nie zdzierżyłabym nieustannego kapania (nie tylko ze względów na ekologię), na szczęście mam w domu złotą rączkę, która naprawi jakby co.
- pranie – teraz niestety nie ma mowy o oszczędzaniu – pranie chodzi na okrągło, ale wcześniej często wstawiałam program eko, w którym zmniejszony jest pobór prądu i wody, kiedyś też prałam wyłącznie w 40 stopniach (teraz w 60 – i tak lepiej niż jakbym gotowała).
- toaleta – genialnym rozwiązaniem jest spłukiwanie tzw. szarą wodą, czyli wodą użytą wcześniej np. do prania; na razie nie mamy takiego rozwiązania, ale jeżeli będziemy się rozbudowywać – kto wie. Bardzo ekologiczne jest też siusianie pod prysznicem…
- picie – dobrze by było zrezygnować z kupnej wody mineralnej – jej produkcja nie jest eko, nie dość, że produkowana jest góra śmieci (z Bogiem sprawa, jeżeli butelki są przetwarzane jako surowce wtórne, ale w ilu procentach są?) to jeszcze transport – spaliny, zużycie paliw kopalnych itp. Mamy niedaleko ujęcie wody głębinowej, musimy się zebrać (lenie z nas straszne) i zamiast kupować, jeździć po wodę właśnie tam (od wiosny, bo niedługo ujęcie zakręcą na zimę).
- pieluchy – z jednej strony pranie pieluch wielorazowych łączy się ze zużyciem wody, ale i tak piorę je z innymi rzeczami, gdybym ich nie używała robiłabym jakieś jedno pranie tygodniowo mniej; z drugiej jednak do produkcji pieluszek jednorazowych zużywa się ogromnych ilości wody (nie mówiąc już o innych świństwach) – myśląc globalnie – jestem na plus:).
- produkty niebielone – do bielenia papieru i tkanin zużywa się ogromne ilości wody, niestety trudno jest takie produkty znaleźć na półkach naszych sklepów, ja używam niebielonych pieluszek tetrowych i niebielonego papieru toaletowego.
- podlewanie – ogródkiem zajmuje się Mama Maćka, ona też jest eko – ma za domem wielką beczkę na deszczówkę i to nią podlewa swoje wypielęgnowane grządki.

4 komentarze:

  1. A my mamy szambo ekologiczne! I to jest fantastyczna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. no właśnie my też mamy coś podobnego, ale nie do końca rozumiem o co w tym chodzi i obawiam się, że wcale to nasze nie jest aż tak ekologiczne

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobre patenty :). Ja przyuważyłam też, i od tego czasu używam, niebielone chusteczki jednorazówki w opakowaniach 10x10. Można je kupić np. w Tesco. No i do tego są chyba najtańsze a działają jak "normalne", nie są cieńsze i nic im nie dolega :).

    OdpowiedzUsuń
  4. jednego w zyciu sie nie wyrzekne- kapieli w wannie :)

    OdpowiedzUsuń